Strona główna » Czym podlewać sadzonki pomidorów, żeby były grube i mocne?

Czym podlewać sadzonki pomidorów, żeby były grube i mocne?

przez Radosław Musiałowski
Czym podlewać sadzonki pomidorów, żeby były grube i mocne

Grube, krępe sadzonki pomidorów nie są efektem jednego cudownego preparatu. Wynikają z połączenia trzech rzeczy: odpowiedniego światła, umiarkowanego podlewania i delikatnego, dobrze dobranego dokarmiania. Woda i to, co do niej dodajemy, odgrywają tu ważną rolę, ale tylko wtedy, gdy reszta warunków jest w porządku. W tym artykule opisuję, czym podlewać sadzonki pomidorów na kolejnych etapach wzrostu, jak często to robić i dlaczego część popularnych domowych sposobów przynosi więcej szkody niż pożytku.

Pierwsze sadzonki wysiewałem na parapecie kuchennym na północnej stronie bloku. Wyrosły długie, blade, wiotkie jak nitki i kładły się przy każdym podlaniu. Wtedy byłem przekonany, że trzeba je „wzmocnić” nawozem. Dałem więcej, a rośliny wyciągnęły się jeszcze bardziej. Dopiero kolejne sezony, już z lampą doświetlającą i zupełnie innym podejściem do wody, pokazały mi, skąd naprawdę bierze się gruba łodyga.

Co decyduje o grubości łodygi sadzonki pomidora?

Zanim przejdę do konkretnych płynów, trzeba wyjaśnić, dlaczego sama woda nie zrobi z cienkiej sadzonki grubej. Pomidor wyciąga się, gdy ma za mało światła, za dużo ciepła i zbyt wilgotne, obfite podłoże. Roślina próbuje wtedy dosięgnąć źródła światła i inwestuje w długość pędu kosztem grubości. Jeśli sadzonki stoją w ciepłym pomieszczeniu przy słabym świetle, żadne podlewanie tego nie naprawi.

Drugim czynnikiem jest temperatura. Po wschodach wiele osób trzyma siewki w pełnym cieple, bo „tak szybciej rosną”. Rosną rzeczywiście szybciej, ale w górę. U mnie widocznie lepiej sprawdziło się obniżenie temperatury po wschodach, na przykład do chłodniejszego pokoju lub oszklonej loggii, a podniesienie jej dopiero, gdy pojawiały się pierwsze prawdziwe liście. Przy tym samym podlewaniu łodygi były wyraźnie krótsze i solidniejsze. Zwracam uwagę, że zbyt niska temperatura też szkodzi, więc nie chodzi o przechłodzenie, tylko o to, by nie trzymać siewek w stałym upale.

Trzecim czynnikiem jest podłoże i pojemnik. Sadzonki rosnące w ciasnych, płytkich wielodoniczkach, zwłaszcza gdy zbyt długo czekają na przesadzenie, hamują się w rozwoju. Z kolei w ziemi ciężkiej i zbitej korzenie mają mało powietrza. Grubość łodygi to w dużej mierze efekt dobrze rozwiniętego, zdrowego systemu korzeniowego. Dlatego podlewanie ma sens dopiero wtedy, gdy te podstawy są zapewnione.

Wreszcie ruch powietrza. Rośliny delikatnie poruszane wiatrem budują mocniejsze tkanki. W domu wystarczy postawić obok sadzonek niewielki wentylator na niskich obrotach na kilka godzin dziennie albo przeciągnąć dłonią po wierzchołkach kilka razy dziennie. Wygląda to dziwnie, ale po kilku tygodniach różnica w sztywności łodyg jest wyraźna.

Czym podlewać sadzonki pomidorów na początku?

Po wysiewie i w pierwszych tygodniach życia najlepszym płynem jest zwykła, odstana woda o temperaturze zbliżonej do pokojowej. Odstawanie przez kilka godzin pozwala jej się ogrzać i wyrównać temperaturę. Zimna woda prosto z kranu schładza podłoże i może spowalniać pracę korzeni. Jeśli w twojej okolicy woda jest bardzo twarda, co zdradza biały osad na czajniku, można ją zmiękczyć, ale zwykle nie jest to konieczne. Przy bardzo twardej wodzie z czasem na powierzchni ziemi tworzy się biała skorupka z osadów, a odczyn podłoża może się podnosić. W takiej sytuacji pomaga woda przegotowana i ostudzona albo deszczówka.

Deszczówka jest moim ulubionym wyborem, jeśli mam do niej dostęp. Jest miękka i nie zawiera chloru. Zbieram ją z balkonu do kilku butelek, a wcześniej zawsze oglądam, czy nie ma w niej zanieczyszczeń z dachu czy osadu po długiej suszy. Wodę deszczową z dachów pokrytych materiałami o niepewnym składzie lepiej omijać. Nie przechowuję jej tygodniami w ciepłym miejscu, bo robi się zielona i brzydko pachnie.

Do wschodów i pierwszych dni po nich często wystarcza zraszanie delikatną mgiełką, bo siewki mają maleńkie korzenie, a mocny strumień wody może je wypłukać lub przewrócić. Później przechodzę na podlewanie od dołu, czyli przez podstawkę, albo ostrożnie małą konewką z sitkiem. Przy podlewaniu od dołu roślina pobiera tyle, ile potrzebuje, a po około dwudziestu minutach wylewam nadmiar z podstawki. Dzięki temu wierzch ziemi pozostaje stosunkowo suchy, co ogranicza ryzyko pojawienia się pleśni i czarnej nóżki, czyli choroby grzybowej, w której podstawa łodygi ciemnieje, zasycha i siewka się przewraca.

Jak często podlewać, żeby łodyga rosła grubo, a nie wiotko

Najczęstszy błąd, jaki popełniałem i jaki widuję u innych, to podlewanie według kalendarza zamiast według stanu podłoża. Sadzonki pomidorów lubią cykl: ziemia umiarkowanie wilgotna, potem lekkie przeschnięcie wierzchniej warstwy, potem znów podlanie. Stale mokre podłoże odcina korzenie od powietrza, a roślina marnieje mimo ciągłej obfitości wody.

Sprawdzam to palcem, wsuwając go na około centymetr w głąb ziemi. Jeśli jest wilgotno i ziemia klei się do skóry, odkładam konewkę. Jeśli jest suchawo, podlewam. Pomaga też ocena ciężaru doniczki: po podlaniu jest wyraźnie cięższa, przed kolejnym podlewaniem znacznie lżejsza. Po kilku dniach obserwacji łatwo nauczyć się tego rytmu. W cieplejszym i jaśniejszym miejscu będzie on szybszy, w chłodniejszym wolniejszy, więc nie ma jednej liczby dni, która pasowałaby każdemu.

Pewna zależność wydaje mi się szczególnie ważna. Lekkie, kontrolowane przesuszanie podłoża między podlewaniami sprzyja zwartemu pokrojowi, ale nie wolno dopuszczać do więdnięcia. Gdy raz zapomniałem o sadzonkach przed wyjazdem na weekend, liście zwiotczały, a łodygi na kilka dni straciły jędrność. Rośliny się odbiły, ale wzrost wyraźnie się zatrzymał. Wniosek jest taki, że chodzi o umiar, a nie o głodzenie roślin.

Podlewam rano. Wieczorne podlewanie przy chłodnych nocach utrzymuje wilgoć w podłożu przez wiele godzin i sprzyja chorobom grzybowym. Rano rośliny mają cały dzień na pobranie wody i odparowanie nadmiaru z powierzchni.

Domowe dodatki do wody: co działa, a co lepiej odpuścić

W internecie krąży wiele przepisów na „cudowne” zalewy dla sadzonek: drożdże, skórki z banana, fusy z kawy, popiół, aspiryna, woda po gotowaniu jajek, cukier, a nawet mleko. Podchodzę do nich ostrożnie. Część to rzeczywiście źródło śladowych ilości składników, ale ich zawartość jest nieprzewidywalna, a efekty rzadko są udokumentowane w sposób, na którym można polegać. Nie znam wiarygodnych badań potwierdzających, że którykolwiek z tych dodatków sprawia, że sadzonki pomidorów stają się wyraźnie grubsze.

Wypróbowałem kiedyś wodę po moczeniu skórek z banana, licząc na potas. Po kilku dniach w doniczkach pojawiły się meszki owocówki, a zapach ziemi zmienił się na kwaśny. Sadzonki nie wyglądały ani lepiej, ani gorzej od kontrolnych podlewanych samą wodą, więc kłopot nie był wart efektu. Podobnie drożdże: dostarczają trochę składników, ale też gwałtownie namnażają mikroorganizmy w małej objętości ziemi, co w doniczce na parapecie rzadko kończy się dobrze. Fusy z kawy zakwaszają i zagęszczają podłoże, a popiół może podnosić odczyn i zasalać ziemię, jeśli przesadzi się z ilością.

Rozsądniejsza alternatywa to naturalne preparaty o znanym składzie. Jednym z nich jest wyciąg z pokrzywy, który stosuje się mocno rozcieńczony, ale u siewek w małych doniczkach wolę go nie używać, bo fermentujący wywar ma intensywny zapach i zmienną siłę. Znacznie bezpieczniejsze jest sięgnięcie po gotowy nawóz z opisanym składem i instrukcją dawkowania.

Wyjątkiem, który uważam za rozsądny i niegroźny, jest słaby napar z rumianku do podlewania siewek, stosowany profilaktycznie przy skłonności do pleśni na powierzchni ziemi. Nie dowodzi to cudownych właściwości zwiększających grubość łodygi. To raczej łagodny sposób na ograniczenie problemów z grzybami. Traktuję go jako dodatek, nie jako rozwiązanie.

Nawozy do podlewania sadzonek pomidorów

Prawdziwy wpływ na kondycję sadzonki ma zrównoważone odżywienie. Gotowe podłoże do wysiewu zwykle zawiera niewielki zapas składników, który wystarcza na pierwsze dwa, trzy tygodnie. Potem rośliny zaczynają głodować: dolne liście żółkną, a przyrost spowalnia. Wtedy zaczynam dokarmianie, ale w dawkach znacznie mniejszych niż podaje producent dla roślin dorosłych. Przyjąłem zasadę, by zaczynać od połowy zalecanego stężenia, a w razie potrzeby zwiększać po kilku podlewaniach, obserwując reakcję roślin.

Dla sadzonek ważna jest równowaga składników. Za dużo azotu daje bujne, ciemnozielone, miękkie liście i wydłużone, wiotkie pędy. Pomidorom na tym etapie lepiej służy nawóz z umiarkowanym azotem i wyraźnym udziałem fosforu i potasu, a także z mikroelementami, w tym wapniem i magnezem. Fosfor wspiera rozwój korzeni, potas pomaga w budowie tkanek i odporności. Szukam nawozów oznaczonych jako przeznaczone do rozsad lub do pomidorów, a skład na etykiecie sprawdzam, zamiast ufać samej nazwie produktu. Konkretnych marek nie rekomenduję, bo skład i dostępność się zmieniają, a ocena powinna opierać się na etykiecie.

Nawóz podaję w wodzie do podlewania, na wilgotne, a nie suche podłoże. Rozpuszczony w wodzie, sucha ziemia mocno przyspiesza wchłanianie soli i może poparzyć korzenie. Dlatego zasada brzmi: najpierw lekko zwilżam ziemię czystą wodą, a po kilku minutach podaję roztwór. Dokarmianie powtarzam raz na 10 do 14 dni, a nie przy każdym podlewaniu, i robię przerwy, jeśli zauważę na powierzchni ziemi biały osad z soli.

Objawem przenawożenia są ciemnozielone, skręcone lub twarde liście oraz zahamowany wzrost korzeni. Z kolei objawem niedoborów są fioletowe zabarwienie spodu liści, które często wiąże się z chłodem i słabym pobieraniem fosforu, albo żółknięcie starszych liści. Nie zawsze jest to jednak sprawa nawozu, bo podobnie wygląda skutek przelania lub zbyt zimnego podłoża, dlatego najpierw sprawdzam podstawowe warunki.

Podlewanie po pikowaniu i przesadzaniu

Pikowanie, czyli przesadzanie siewek z siewnika do osobnych doniczek, to moment, w którym można najwięcej zyskać dla grubości łodygi. Pomidory mają zdolność wytwarzania dodatkowych korzeni na zagłębionej części pędu. Sadząc je głębiej, aż do liści liściowych, uzyskuję mocniejszy system korzeniowy i stabilniejszą roślinę. Zagłębiona łodyga często staje się z czasem wyraźnie solidniejsza u podstawy.

Po pikowaniu podlewam sadzonki spokojnie, ale obficie, żeby ziemia osiadła wokół korzeni. Potem pozostawiam je na kilka dni w nieco chłodniejszym i mniej nasłonecznionym miejscu, bo roślina musi się zregenerować. W tym czasie nie dokarmiam. Nawóz podaję dopiero wtedy, gdy zobaczę nowy przyrost liści, czyli wiadomo, że korzenie ruszyły. Podanie soli mineralnych do uszkodzonych korzeni jest ryzykowne i niczego nie przyspiesza.

W tym okresie bardzo przydaje się większa doniczka. U mnie najlepiej sprawdziły się pojemniki o średnicy około dziewięciu, dziesięciu centymetrów, z otworami odpływowymi, wypełnione lekkim, przepuszczalnym podłożem. W większej objętości ziemi korzenie mają więcej miejsca, a woda dłużej utrzymuje stabilny poziom wilgoci, co zmniejsza gwałtowne wahania między przesuszeniem a przelaniem. Zbyt duże doniczki od razu po pikowaniu mogą jednak zbyt długo utrzymywać mokrą ziemię, więc stopniuję rozmiar zamiast przeskakiwać od razu do dużych pojemników.

Hartowanie i podlewanie przed wysadzeniem do gruntu

Na kilka tygodni przed wysadzeniem sadzonek na zewnątrz zaczynam je hartować. Wystawiam je na balkon na kilka godzin dziennie, najpierw w półcieniu, potem coraz dłużej w pełnym słońcu, chroniąc przed silnym wiatrem i przymrozkiem. Hartowanie to najlepszy dla mnie sposób na zagęszczenie tkanek i zahamowanie wyciągania się roślin. Gdy po raz pierwszy zrobiłem to systematycznie, łodygi stały się twardsze, liście nabrały matowego, nieco fioletowego odcienia, a rośliny po wysadzeniu znacznie lepiej radziły sobie ze zmianą warunków.

W tym czasie ograniczam trochę częstotliwość podlewania i dokarmiania, ale nie dopuszczam do więdnięcia. Na zewnątrz woda paruje szybciej, więc doniczki mogą wysychać zaskakująco szybko, zwłaszcza w wietrzne dni. Trzeba je kontrolować nawet dwa razy dziennie. Przed samym wysadzeniem dobrze jest obficie podlać sadzonki, żeby bryła korzeniowa była wilgotna, a roślina nie przeżywała szoku.

Po wysadzeniu do gruntu lub dużych pojemników pierwsze podlewanie powinno być obfite, ale stosowane z umiarem. Wodę wlewam przy łodydze, nie na liście, bo wilgotne liście sprzyjają zarazie ziemniaczanej i innym chorobom grzybowym. Kilka dni później przyjmuję odwrotne podejście niż w domu: rzadziej, ale głębiej, aby zachęcić korzenie do schodzenia w głąb gleby. Płytkie, częste podlewanie utrwala płytki system korzeniowy, który gorzej radzi sobie w upały.

Najczęstsze błędy, które psują sadzonki mimo dobrych chęci

Najpoważniejszy błąd to przelewanie. Sadzonka w stale mokrej ziemi marnieje, żółknie od dołu, a u podstawy łodygi pojawia się ciemnienie. Drugi błąd to zbyt intensywne dokarmianie, które daje efekt odwrotny od zamierzonego: długie, miękkie pędy. Trzeci to podlewanie zimną wodą i stawianie roślin przy zimnej szybie, gdzie korzenie stoją w chłodzie. W moich pierwszych sezonach popełniłem wszystkie trzy jednocześnie, co tłumaczy, dlaczego rośliny wyglądały jak nitki.

Do częstych pomyłek należy też liczenie, że nawóz zrekompensuje brak światła. Jeśli sadzonki rosną na zacienionym parapecie, lampa roślinna zdziała więcej niż jakikolwiek płyn. Przy doświetlaniu wystarczy prosta lampa LED o pełnym spektrum, zawieszona kilka centymetrów nad roślinami, włączona na kilkanaście godzin dziennie. Wysokość trzeba dostosować do mocy lampy, zgodnie z instrukcją producenta, bo zbyt blisko ustawiona może przypalać liście.

Pomijany bywa także problem wody zbyt chlorowanej lub zbyt twardej oraz brak odpływu z doniczek. Doniczki bez otworów odpływowych to prosta droga do zalania korzeni, nawet gdy podlewasz rozsądnie. Warto też regularnie sprawdzać podstawki i wylewać z nich nadmiar wody, bo stojąca woda jest jednym z głównych źródeł problemów z grzybami i meszkami.

Moja ocena i rekomendacja

Po kilku sezonach prób jestem przekonany, że kluczem do grubych sadzonek pomidorów jest światło, a dopiero potem to, czym je podlewam. Dla większości osób najlepszym rozwiązaniem jest zwykła, odstana woda lub deszczówka, podawana według stanu podłoża, a nie według kalendarza, oraz łagodne dokarmianie nawozem do rozsad w obniżonym stężeniu od około trzeciego tygodnia życia roślin. To niewiele, ale działa, a ryzyko zaszkodzenia jest niewielkie.

Najbardziej przeceniane wydają mi się domowe zalewy z drożdży, skórek i fusów. Ich skład jest nieprzewidywalny, a efekty trudne do potwierdzenia, natomiast skutki uboczne, jak meszki i kwaśny zapach ziemi, pamiętam bardzo dobrze. Pomijane natomiast bywają rzeczy mniej efektowne: ruch powietrza, hartowanie, głębokie pikowanie i odpowiednio duże doniczki. To one u mnie najbardziej zmieniły wygląd łodyg.

Jeśli ktoś wysiewa pomidory pierwszy raz i ma jasny parapet, poleciłbym trzymać się prostego schematu: woda o pokojowej temperaturze, podlewanie dopiero po lekkim przeschnięciu wierzchniej warstwy, słaby nawóz co dwa tygodnie i pikowanie z zagłębieniem łodygi. Jeśli parapet jest ciemny, wybór powinien być inny: najpierw lampa, a dopiero potem myślenie o nawozach. Moja ostatnia wskazówka brzmi tak: gdy masz wątpliwość, czy podlać, odczekaj jeden dzień i sprawdź ziemię palcem, bo sadzonka pomidora znacznie łatwiej wybacza małe przesuszenie niż nadmiar wody.

Może ci się spodobać