Dobre uzasadnienie wniosku o wycięcie drzewa to opis faktów, a nie prośba. Podajesz gatunek, obwód pnia, odległość od budynku, konkretne uszkodzenia i to, co się stanie, jeśli drzewo zostanie, a do tego dołączasz zdjęcia i mapkę. Urzędnik ocenia, czy da się wykazać przesłankę, na przykład zagrożenie, zły stan zdrowia albo kolizję z legalną inwestycją. Nie ocenia, czy drzewo Ci przeszkadza.
Najczęstsza scena wygląda tak. Ktoś pisze wniosek wieczorem, po tygodniu zbierania liści z rynny, i zaczyna od zdania, że drzewo jest uciążliwe, zasłania słońce i rodzina się go boi. Wszystko to jest prawdą, a mimo to taki wniosek często wraca z wezwaniem do uzupełnienia albo kończy się odmową. Nie dlatego, że urzędnik jest złośliwy. Dlatego, że w jego aktach nie ma ani jednego dowodu, tylko opis samopoczucia wnioskodawcy.
W tym tekście pokazuję, jak sprawdzić, czy w ogóle potrzebujesz wniosku, jak zmierzyć drzewo, które powody mają realną siłę, jak zbudować uzasadnienie i jakie błędy najczęściej je psują. Z praktyki wynika jedna zasada, na której opiera się cały artykuł: urzędnik nie czyta emocji, tylko fakty. Im bardziej konkretne i udokumentowane uzasadnienie, tym większa szansa na zgodę. Przepisy się zmieniają, więc wszędzie tam, gdzie piszę o progach, terminach i opłatach, traktuj to jako punkt wyjścia do sprawdzenia w aktualnych źródłach, o których piszę niżej.
Spis treści:
Czy w ogóle potrzebujesz wniosku o wycięcie drzewa?
Nie zawsze. Zezwolenie na usunięcie drzewa z prywatnej nieruchomości jest potrzebne zwykle wtedy, gdy obwód pnia przekracza próg zależny od gatunku. Orientacyjnie to 80 cm dla większości gatunków, 65 cm dla m.in. kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum), robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia) i platana klonolistnego (Platanus × hispanica) oraz 50 cm dla m.in. topoli (Populus), wierzby (Salix), klonu jesionolistnego (Acer negundo) i klonu srebrzystego (Acer saccharinum). Dokładną listę i aktualne progi sprawdź w ustawie o ochronie przyrody.
Drzewa owocowe rosnące na prywatnej działce zazwyczaj nie wymagają zezwolenia. Wyjątkiem są nieruchomości wpisane do rejestru zabytków lub objęte inną formą ochrony. Dlatego jabłoń czy grusza na zwykłej działce rzadko jest problemem formalnym, a stary orzech włoski (Juglans regia), który formalnie jest drzewem owocowym, warto jednak sprawdzić w urzędzie, zanim sięgniesz po piłę. Nie zakładaj, że skoro coś owocuje, to wolno. Zadzwoń do wydziału ochrony środowiska w gminie i zapytaj.
Jest jeszcze trzecia możliwość, którą ludzie pomijają. W części sytuacji przepisy przewidują samo zgłoszenie zamiast pełnego zezwolenia. Zgłoszenie jest prostsze, ale nie zwalnia z myślenia. Choć uzasadnienie zgłoszenia nie jest obowiązkowe, zawsze je dodaję, bo urząd, który ma przed sobą konkret, rzadziej zgłasza sprzeciw. Warunki zgłoszenia i terminy na reakcję urzędu zależą od aktualnych przepisów, więc potwierdź je w gminie.
Jeśli obwód jest większy niż próg dla gatunku, składasz pełny wniosek. Zezwolenie wydaje wójt, burmistrz albo prezydent miasta, a wniosek składa właściciel nieruchomości albo osoba, która ma jego pisemną zgodę. Jeśli drzewo rośnie na gruncie wspólnoty, spółdzielni lub gminy, zasady są inne i zwykle trzeba zacząć od zarządcy terenu.
Jak zmierzyć obwód pnia, żeby nie pomylić się o kilka centymetrów?
Obwód pnia mierzy się miarką krawiecką lub zwykłą taśmą, owijając ją wokół pnia na wysokości 130 cm od poziomu gruntu. Jeśli pień rozdwaja się niżej, mierzy się go tuż pod miejscem rozwidlenia. Wynik porównujesz z progiem dla gatunku. Jeden centymetr potrafi przesądzić, czy potrzebujesz pełnego wniosku, więc mierz dokładnie i zapisz wynik.
W notatkach z praktyki pojawia się pomiar bliżej ziemi, ale w przepisach o wycince standardem jest wysokość 130 cm i na niej bym się opierał. To dobry przykład, dlaczego warto sprawdzić wysokość pomiaru w aktualnym akcie prawnym, a nie polegać na zasłyszanej regule. Jeśli zmierzysz w złym miejscu, możesz uznać, że drzewo jest poniżej progu, a urząd uzna, że jest powyżej, i wtedy cała robota idzie na marne albo, gorzej, wytniesz coś, na co potrzebowałeś zezwolenia.

Obwód łatwo przeliczyć na średnicę, bo dzielisz go przez liczbę pi (około 3,14). Obwód 80 cm to w przybliżeniu pień o średnicy 25 cm, czyli taki, który dorosły człowiek obejmie dłońmi z dwóch stron i prawie je zetknie. To przydatne, gdy stoisz przed drzewem i nie masz miarki, ale do wniosku wpisz zawsze obwód zmierzony, a nie oszacowany.
Zrób od razu trzy rzeczy, które zajmą kwadrans i oszczędzą tygodnie. Zmierz obwód i zapisz go z datą. Zmierz odległość pnia od najbliższego budynku, ogrodzenia i linii energetycznej. Zrób zdjęcie całego drzewa z odległości, dzięki której widać koronę, i drugie z miarką przy pniu, żeby widać było, jak wysoko ją przyłożyłeś. Te trzy rzeczy wejdą do uzasadnienia dosłownie, bez przeróbek.
Jakie powody uznaje urząd za mocne, a jakie za słabe?
Urząd odpowiada na jedno pytanie: czy usunięcie drzewa jest uzasadnione na gruncie przepisów. Z praktyki widać trzy grupy argumentów, które się sprawdzają: zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia, zły stan zdrowotny drzewa oraz kolizja z legalną inwestycją. Każdy z nich działa dopiero wtedy, gdy jest poparty faktami, wymiarami i zdjęciami, a nie opinią wnioskodawcy.
| Argument | Co trzeba pokazać | Przykładowy dowód | Siła w praktyce |
| Zagrożenie dla ludzi i mienia | Odległość od budynku, pochylenie, pęknięcia, oberwane konary | Zdjęcia, mapka z odległościami, opinia arborysty | Najwyższa |
| Zły stan zdrowotny | Konkretne objawy: huby, próchnica, martwe konary, ubytki | Zdjęcia zbliżeniowe, opinia dendrologa lub arborysty | Wysoka, jeśli objawy są opisane |
| Kolizja z legalną inwestycją | Numer pozwolenia na budowę lub decyzji o warunkach zabudowy, brak możliwości przesunięcia | Projekt z zaznaczonym drzewem, kopia decyzji | Wysoka, jeśli inwestycja jest legalna |
| Cień, liście, widok, estetyka | Nic konkretnego | Brak | Prawie żadna |
Tabela pokazuje, że o sile argumentu decyduje to, czy da się go sprawdzić w terenie. Pierwszy wiersz jest najmocniejszy, bo dotyczy bezpieczeństwa, a urząd nie chce podejmować ryzyka odmowy, jeśli ktoś udowodnił, że drzewo może spaść na dom. Ostatni wiersz jest najsłabszy, bo cień i liście są normalną cechą drzew, a przepisy o ochronie przyrody są po to, żeby drzew nie wycinać bez ważnej przyczyny.
Warto zrozumieć jedną rzecz, która często umyka. Nie chodzi o to, że urząd wartościuje Twoje problemy. Chodzi o to, że decyzja musi się opierać na dowodach w aktach. Urzędnik, który wydaje zezwolenie, musi je uzasadnić, a ktoś potem może tę decyzję zakwestionować. Twoje uzasadnienie ma więc dać mu gotowy materiał do napisania decyzji. Jeśli piszesz tak, jakbyś pisał notatkę, którą urzędnik mógłby przepisać do decyzji niemal bez zmian, jesteś na dobrej drodze.
Nie oznacza to, że argumenty z ostatniego wiersza nie mają znaczenia dla Ciebie. Mają, i uważam, że czasem są prawdziwym powodem. Tylko że w tym postępowaniu nie są dowodem. Jeśli drzewo zasłania światło, to dopiero fakt, że przez to uszkadza dach, wypycha fundament korzeniami albo grozi upadkiem, jest powodem w rozumieniu urzędu.
Jak zbudować uzasadnienie wniosku krok po kroku?
Dobre uzasadnienie ma pięć części. Zaczynasz od opisu drzewa (gatunek, obwód, położenie na działce), potem opisujesz konkretny problem z wymiarami, następnie skutki, jeśli drzewo zostanie, wyjaśniasz, dlaczego nie da się go rozwiązać inaczej, i kończysz propozycją nasadzeń zastępczych. Całość mieści się zwykle na jednej stronie.
Jednostronicowość to nie przypadek. Urzędnik ma na biurku wiele spraw. Uzasadnienie, które zajmuje trzy strony i pół z nich to opis tego, jak długo mieszkasz na działce, męczy i rozmywa to, co jest ważne. Pisz więc zwięźle, w pełnych zdaniach, bez ozdobników. Fakt, liczba, odniesienie do załącznika.
Pomaga schemat pytań, który zadaję sobie przed napisaniem każdego uzasadnienia. Jeśli drzewo stoi bliżej budynku niż mniej więcej jego połowa wysokości i ma widoczne uszkodzenie pnia lub konarów, to opieram wniosek na zagrożeniu. Jeśli drzewo jest oddalone, ale ma objawy chorobowe, na przykład próchnicę, huby albo dużo martwych konarów, to opieram wniosek na złym stanie zdrowotnym. Jeśli wniosek wynika z planowanej budowy, to opieram go na kolizji z inwestycją i dołączam dokument inwestycji. Jeśli nie pasuje żadna z tych trzech możliwości, to znaczy, że nie mam podstaw i wniosek warto przemyśleć. Jeśli pasuje więcej niż jedna, opisuję wszystkie, ale zaczynam od najmocniejszej.
Przykład uzasadnienia, wyłącznie ilustracyjny i z wymyślonymi danymi, żebyś zobaczył ton i poziom konkretu: „Wnoszę o zezwolenie na usunięcie jednej topoli (Populus), rosnącej na działce nr [numer], w odległości około 6 metrów od budynku mieszkalnego. Obwód pnia, zmierzony na wysokości 130 cm, wynosi 190 cm. Pień ma pionowe pęknięcie o długości około 80 cm i jest pochylone w kierunku budynku. W ostatnich latach z korony oberwały się trzy duże konary, w tym jeden o średnicy kilkunastu centymetrów, który spadł w pobliżu tarasu (zdjęcia w załączniku). Istnieje realne ryzyko przewrócenia się drzewa lub oberwania dużego konara na budynek. Przycięcie korony nie rozwiązuje problemu, ponieważ pęknięcie dotyczy pnia. Zobowiązuję się do nasadzenia dwóch drzew liściastych w miejsce usuniętego.” Zauważ, że nie ma w nim ani jednego przymiotnika oceniającego, są same fakty.
Nasadzenia zastępcze nie są ozdobnikiem. Urząd może nałożyć obowiązek nasadzeń jako warunek zezwolenia, więc deklaracja z Twojej strony pokazuje dobrą wolę i skraca rozmowę. Gatunek i liczbę nasadzeń najlepiej dobrać do miejsca na działce, a nie do wyobrażenia, więc sprawdź, ile realnie zmieści się drzew po usunięciu starego.
Co poszło nie tak? Typowy przypadek odrzuconego wniosku
Weźmy hipotetyczną, ale bardzo typową sytuację. Właściciel działki ma starą brzozę brodawkowatą (Betula pendula) tuż przy granicy. Brzoza zrzuca nasiona na tarasie, daje cień i przez jedną wichurę połamała gałąź, która spadła na ogrodzenie. Właściciel pisze wniosek: drzewo jest stare, uciążliwe, dzieci się boją, a on od lat marzy o słonecznym ogrodzie. Załącza jedno zdjęcie całej brzozy z daleka i nie podaje ani odległości, ani obwodu.
Urząd wzywa do uzupełnienia braków: brakuje obwodu pnia, mapki z lokalizacją drzewa i opisu stanu zdrowotnego. Właściciel jest zirytowany, bo uważa, że wszystko widać, ale uzupełnia wniosek. Podczas oględzin okazuje się, że brzoza jest w dobrej kondycji, ma zdrową koronę, a jedna oberwana gałąź to normalna rzecz po silnym wietrze. W takiej sytuacji odmowa jest wręcz prawdopodobna, bo urząd nie widzi dowodu na zagrożenie ani na zły stan drzewa.
Co mógł zrobić inaczej? Przede wszystkim od razu zmierzyć obwód i odległość od ogrodzenia i budynku. Potem zlecić krótką ocenę arborysty, który mógłby rzeczywiście stwierdzić, że gałąź spadła z powodu osłabienia drewna albo że drzewo ma ukryte wady. A jeśli arborysta uznałby, że drzewo jest zdrowe, to ta informacja też jest cenna, bo właściciel oszczędziłby sobie pisania wniosku, który nie ma szans, i mógłby zamiast tego zlecić pielęgnacyjne przycięcie korony, żeby wpuścić więcej światła.
To częsty schemat: wniosek składa się z powodu dyskomfortu, a nie z powodu faktów, i ludzie są zaskoczeni, że urząd odrzuca coś, co dla nich jest oczywiste. Z mojego doświadczenia najlepiej zacząć od pytania, czy problem, który mnie boli, da się rozwiązać bez wycinki, na przykład przycięciem, i dopiero gdy odpowiedź brzmi nie, zbierać dowody na wycinkę.
Czy emocje i historia rodzinna pomagają we wniosku?
Nie pomagają, a często szkodzą. Opowieści o strachu dzieci, o tym, że drzewo „zawsze” przeszkadzało, albo o tym, że ktoś chce więcej słońca, nie są dowodem. Urząd nie kwestionuje, że tak czujesz, ale nie ma jak ich sprawdzić. To, co można sprawdzić w terenie, to wymiary, odległości, objawy i zdjęcia.
Rozpowszechniony jest mit, że im bardziej dramatycznie opiszesz zagrożenie, tym większa szansa na zgodę. W praktyce jest odwrotnie. Zdanie typu „drzewo zagraża bezpieczeństwu” bez wyjaśnienia jak, nie przekonuje nikogo. Przekonuje zdanie, które mówi, że pień ma pęknięcie o określonej długości, pochylenie w stronę domu i że z korony odpadły już duże konary. Mit jest prawdziwy tylko w jednym sensie: zagrożenie rzeczywiście jest najmocniejszym argumentem. Ale musi być opisane, a nie ogłoszone.
Jest też druga strona. Jeśli przesadzisz, urzędnik na oględzinach zobaczy rozbieżność między opisem a rzeczywistością i kolejne Twoje stwierdzenia traktuje z rezerwą. Uczciwy opis, nawet jeśli problem jest umiarkowany, buduje wiarygodność. Jeśli drzewo jest w gorszym stanie, niż myślisz, oględziny to potwierdzą. Jeśli w lepszym, lepiej dowiedzieć się o tym przed złożeniem wniosku niż po odmowie.
Reguła kciuka, którą polecam każdemu: nie „może być niebezpieczne”, tylko „jest niebezpieczne, bo…”. Jeśli po słowie „bo” nie umiesz dopisać faktu, którego da się dotknąć miarką albo uchwycić aparatem, to nie masz jeszcze uzasadnienia.
Jakie załączniki naprawdę robią różnicę?
Najważniejsze załączniki to mapka lub rysunek z zaznaczonym drzewem, zdjęcia z kilku stron wraz ze zbliżeniami uszkodzeń oraz, jeśli to możliwe, opinia arborysty lub dendrologa. Mapka pozwala urzędowi odnaleźć drzewo i ocenić odległości, zdjęcia pokazują stan, a opinia specjalisty nadaje całości wagę, której samo oświadczenie wnioskodawcy nie ma.
Na mapce zaznacz drzewo, budynki, ogrodzenia, linie energetyczne i drogę, a przy drzewie wpisz odległości. Wystarczy odręczny szkic na kopii mapy działki, byle czytelny. Zdjęcia rób z różnych stron i przy dobrym świetle, a przy uszkodzeniach połóż obok miarkę albo linijkę, żeby widać było rozmiar. Zbliżenia pęknięć, hub, ubytków i martwych konarów warte są więcej niż pięć zdjęć całego drzewa.
Opinia arborysty zwykle kosztuje od 300 do 800 zł, co jest wartością orientacyjną i zależy od regionu i zakresu oceny. Dla wielu osób to dużo za dokument do wniosku, ale z praktyki wynika, że często właśnie ona przesądza o wyniku, bo wnosi do akt informację, której nie da się podważyć słowami właściciela. Opłaca się szczególnie wtedy, gdy stan drzewa nie jest oczywisty z zewnątrz, na przykład gdy podejrzewasz próchnicę wewnątrz pnia. Nie opłaca się wtedy, gdy zagrożenie widać gołym okiem i da się je udokumentować zdjęciami. Zdecyduj więc, patrząc na drzewo, a nie na cennik.
Lista kontrolna przed złożeniem wniosku:
- Obwód pnia zmierzony na właściwej wysokości i zapisany z datą, bo od niego zależy, czy wniosek w ogóle jest potrzebny.
- Gatunek drzewa nazwany po polsku i, jeśli to możliwe, po łacinie, żeby urząd mógł sprawdzić próg obwodu.
- Numer działki i mapka z zaznaczonym drzewem oraz odległościami, aby oględziny przebiegły sprawnie.
- Zdjęcia z kilku stron i zbliżenia uszkodzeń z miarką w kadrze, które pokazują skalę problemu.
- Zgoda właściciela, jeśli nie jesteś jedynym właścicielem nieruchomości, bo bez niej wniosek zostanie odrzucony formalnie.
- Propozycja nasadzeń zastępczych, która pokazuje, że nie chodzi Ci o wyrąb, tylko o rozwiązanie konkretnego problemu.
Co dzieje się po złożeniu wniosku i kiedy nie wolno ciąć?
Po złożeniu wniosku urząd zwykle przeprowadza oględziny w terenie, sprawdza dane i wydaje decyzję. Zezwolenie może zawierać warunki, takie jak nasadzenia zastępcze albo termin wykonania. Jeśli decyzja jest odmowna, masz prawo się odwołać, a termin na odwołanie zwykle wynosi 14 dni od doręczenia, co potwierdź w pouczeniu na decyzji.
Na oględziny warto być obecnym i mieć przy sobie miarkę oraz kopię załączników. Urzędnik często zadaje pytania, na które odpowiedź masz w głowie, ale nie wpisałeś jej do wniosku. Jeśli opowiesz konkretnie, co zauważyłeś i kiedy, a on to zobaczy w terenie, uzasadnienie zyskuje wiarygodność.
Nie tnij drzewa, dopóki nie masz decyzji, i nie zakładaj, że brak odpowiedzi to zgoda, chyba że przepisy dla Twojej sytuacji wprost przewidują tak zwaną milczącą zgodę przy zgłoszeniu. W razie wątpliwości zapytaj w urzędzie i poproś o potwierdzenie na piśmie. Pamiętaj też o ptakach: w okresie lęgowym obowiązują ograniczenia w usuwaniu drzew i krzewów, więc przed wycinką, nawet po uzyskaniu zezwolenia, sprawdź aktualne przepisy i zasady w gminie oraz to, czy w koronie nie ma gniazd.
Jeśli drzewo grozi natychmiastowym upadkiem, na przykład po wichurze, nie czekaj na procedurę, tylko zabezpiecz teren i zadzwoń na numer alarmowy 112. Wycinka drzewa samodzielnie piłą łańcuchową, szczególnie dużego i pochylonego, jest niebezpieczna i nie jest zadaniem dla amatora. Zleć ją firmie z uprawnieniami do prac na wysokości i z ubezpieczeniem, a przy drzewach przy liniach energetycznych skontaktuj się z operatorem sieci.
Pytania, które najczęściej padają przy uzasadnieniu wniosku o wycięcie drzewa
Ile kosztuje zezwolenie na wycięcie drzewa?
Samo wydanie zezwolenia na usunięcie drzewa z prywatnej działki zwykle nie wiąże się z wysokimi kosztami, ale mogą wystąpić opłaty skarbowe i opłaty za usunięcie drzew, od których przepisy przewidują liczne zwolnienia, na przykład przy złym stanie zdrowotnym lub zagrożeniu. Wysokość opłat sprawdź w gminie i w aktualnych przepisach, bo zależy od gatunku i obwodu.
Czy muszę mieć opinię arborysty?
Nie zawsze. Opinia arborysty nie jest wymagana w każdym przypadku, ale często decyduje o wyniku, gdy stan drzewa nie jest oczywisty z zewnątrz. Kosztuje orientacyjnie od 300 do 800 zł. Jeśli zagrożenie widać na zdjęciach, na przykład pęknięty pień czy wielkie martwe konary, możesz poprzestać na dokumentacji fotograficznej.
Czy mogę wyciąć drzewo, które rośnie przy granicy z sąsiadem?
Jeśli drzewo rośnie na Twojej działce, wniosek składasz Ty. Jeśli rośnie na działce sąsiada, nie możesz go usunąć bez zgody właściciela i zezwolenia, nawet jeśli korzenie czy gałęzie wchodzą na Twój teren. Przepisy cywilne dają pewne uprawnienia wobec gałęzi i korzeni, więc w sporze sąsiedzkim warto zasięgnąć porady prawnej.
Czy można zamiast wycinki zlecić przycięcie lub przesadzenie?
Tak, i urząd często o to pyta. Przycięcie korony pomaga, gdy problemem jest cień lub gałęzie przy dachu, ale nie rozwiązuje pęknięcia pnia ani próchnicy. Przesadzenie dużego, starego drzewa zwykle jest niemożliwe lub nieopłacalne. Dlatego w uzasadnieniu wyjaśnij, dlaczego te alternatywy nie wystarczają.
Co zrobić, gdy urząd odmówi zezwolenia?
Przeczytaj uzasadnienie odmowy, bo wskazuje, czego zabrakło w dowodach. Masz prawo się odwołać, zwykle w ciągu 14 dni od doręczenia decyzji, do organu wskazanego w pouczeniu. Często lepszym ruchem jest uzupełnienie dokumentacji o opinię arborysty i złożenie nowego, lepiej udokumentowanego wniosku, niż spór o to, co już jest w aktach.
Moja ocena: uzasadnienie to dowód, nie prośba
Po latach oglądania tego, co urzędy akceptują, a co odrzucają, mam jedno przekonanie, które powtarzam każdemu. Wniosek o wycięcie drzewa wygrywa się nie argumentem, tylko dowodem. Kto przychodzi z miarką, zdjęciami i mapką, ten rozmawia z urzędem na tym samym poziomie. Kto przychodzi z emocjami, ten zostaje z odmową i poczuciem niesprawiedliwości.
Największą pułapką jest mylenie tego, dlaczego chcę usunąć drzewo, z tym, dlaczego trzeba je usunąć. Pierwsze jest prawdziwe dla mnie, drugie musi być prawdziwe dla każdego, kto stanie przy tym pniu. Najczęściej przeceniany jest cień, liście i widok, bo to codzienna uciążliwość. Najczęściej pomijana jest opinia arborysty, bo wydaje się wydatkiem, a jest często najtańszą polisą na zgodę. Przeceniana bywa też wiara, że urzędnik „się domyśli”. Nie domyśli się, musisz mu to napisać i pokazać.
W typowej sytuacji, gdy drzewo faktycznie jest zagrożeniem, poleciłbym tak: zmierz, sfotografuj, narysuj mapkę, w razie wątpliwości zamów krótką opinię specjalisty i napisz jedną stronę z samymi faktami, z propozycją nasadzeń na końcu. Wybór powinien być inny, gdy problemem jest tylko cień albo liście. Wtedy zacząłbym od przycięcia korony, a wycinkę zostawił jako ostateczność, bo takie drzewo ma wartość, której nie odtworzysz przez dziesięciolecia.
Reguła do zapamiętania jest prosta: nie „może być niebezpieczne”, tylko „jest niebezpieczne, bo…”, i po tym „bo” musi stać coś, co da się zmierzyć albo sfotografować. Jeśli to masz, wniosek jest gotowy. Jeśli nie masz, najpierw weź miarkę i aparat, a dopiero potem pióro.