Strona główna » Kiedy jesienią pryskać drzewa owocowe miedzianem?

Kiedy jesienią pryskać drzewa owocowe miedzianem?

przez Radosław Musiałowski
Kiedy jesienią pryskać drzewa owocowe miedzianem (3)

Termin jesiennego oprysku miedzią zależy od stanu drzew i pogody, a nie od daty w kalendarzu. Najlepszy moment przypada zwykle wtedy, gdy większość liści już opadła, a dzień jest bezwietrzny, suchy i niemroźny. W większości ogrodów w Polsce wypada to między końcem października a drugą połową listopada. Poniżej wyjaśniam, skąd ta reguła się bierze, jak ją dopasować do gatunku drzewa, jak wykonać oprysk i czego unikać.

W moim ogrodzie rosną jabłonie, dwie grusze, śliwa, czereśnia i jedna brzoskwinia przy południowej ścianie garażu. Pierwszy jesienny oprysk zrobiłem na początku listopada, bo tak było zapisane w notatniku. Liście na jabłoniach wciąż były w większości zielone, a po kilku dniach brzegi niektórych zrobiły się brunatne i kruche. Od tamtej pory termin wyznaczam wyłącznie na podstawie tego, co widzę na drzewach.

Co daje jesienny oprysk miedzią i czego nie zrobi

Miedź działa na zewnątrz tkanek jako środek kontaktowy. Jony miedzi na powierzchni kory, pąków i blizn po liściach blokują kiełkowanie zarodników grzybów oraz namnażanie bakterii. Nie wnika głęboko w drewno, więc nie wyleczy zainfekowanych gałęzi. Jej zadaniem jest ochrona miejsc, którymi patogeny najchętniej wchodzą do drzewa, i ograniczenie ilości zarodników zimujących na korze.

Wejściem do drzewa są przede wszystkim blizny po opadłych liściach. Gdy liść odpada, zostaje świeża, nieosłonięta rana, a jesienna wilgoć i chłodne noce sprzyjają infekcji. Przy jabłoniach i gruszach dotyczy to między innymi rzekomej choroby nazywanej rakiem drzew owocowych (grzyb Neonectria ditissima). Przy drzewach pestkowych, czyli śliwie, czereśni i wiśni, chodzi głównie o raka bakteryjnego. Przy brzoskwini miedź zabezpiecza łuski pąków przed kędzierzawością liści. To choroba, która wiosną deformuje i czerwieni młode liście.

Warto uczciwie powiedzieć, czego miedź nie zrobi. Nie zastąpi usunięcia porażonych gałęzi, nie uratuje drzewa z zaawansowanymi zmianami na pniu i nie zwalnia z wiosennych oprysków. Mnie przekonała do jesiennego zabiegu brzoskwinia. Przez dwa sezony wiosną miałem na niej mocno pozwijane liście. Po wprowadzeniu oprysku jesienią i drugiego przed pękaniem pąków wiosną wyglądała wyraźnie zdrowiej, ale nie potrafię oddzielić wpływu zabiegu od przebiegu pogody. Mogę tylko powiedzieć, że od tamtej pory pozostaję przy tym schemacie.

Jak wyznaczyć właściwy termin: liście, temperatura i pogoda

Podstawowy sygnał to opad liści. Zwykle zaleca się oprysk, gdy opadnie większość liści, a według części źródeł wystarczy już około połowy lub więcej. Miedź jest fitotoksyczna, czyli może uszkadzać żywe tkanki roślin. Zielony liść pod wpływem preparatu miedziowego łatwo ulega poparzeniu, a przy okazji roślina traci cenne ostatnie dni asymilacji. Dlatego nie warto zaczynać, dopóki korona jest gęsta. Jeśli drzewo gubi liście wyjątkowo późno, jak moja późna odmiana jabłoni, lepiej poczekać, niż pryskać „po terminie z kalendarza”.

Drugi warunek to temperatura. Preparaty miedziowe zwykle wymagają, by w dniu zabiegu i w kolejnych godzinach było powyżej kilku stopni Celsjusza, a dokładny zakres podaje etykieta. Chłodne, ale niemroźne dni późnej jesieni zazwyczaj są dobre, bo roślina jest już w stanie spoczynku. Nie pryskam przy przymrozku ani wtedy, gdy zapowiadany jest mróz w ciągu najbliższej doby, bo roztwór zamarza na korze, a w zbiorniku opryskiwacza i na dyszy tworzy lód. Pamiętam listopadowy poranek, kiedy dysza w mojej opryskiwaczce po prostu zamarzła, a ja przez kwadrans grzałem ją w dłoniach.

Trzeci warunek to pogoda w godzinach po zabiegu. Potrzebuję kilku godzin bez deszczu, żeby preparat przylgnął do kory i wysechł. Wiatr utrudnia równomierne pokrycie i znosi mgiełkę na sąsiednie rośliny. Najlepiej sprawdza się dzień pochmurny lub poranek, kiedy zabieg wypada w suchej, spokojnej aurze. Zanim zacznę, sprawdzam prognozę na dwa lub trzy dni, a nie tylko na bieżący dzień.

Z mojego doświadczenia sprawdza się prosta zasada. Jeśli widzę na gałęziach dużo zielonych liści, czekam. Jeśli korona jest już prawie goła, a pogoda jest sucha i bezwietrzna, działam.

Które drzewa pryskać i na co zwrócić uwagę w poszczególnych gatunkach

Drzewa ziarnkowe to jabłonie i grusze. Przy nich jesienny oprysk miedzią służy głównie ochronie blizn po liściach i ograniczeniu raka drzew owocowych oraz części chorób kory. Wykonuję go po opadzie większości liści. Przy bardzo zdrowym, młodym nasadzeniu bywa to zabieg zapobiegawczy, a przy drzewach z historią chorób konieczność.

Drzewa pestkowe, czyli śliwa, czereśnia, wiśnia, morela i brzoskwinia, są bardziej wrażliwe na bakteryjnego raka i na zimowe uszkodzenia. U czereśni i śliw wielu praktyków zaleca oprysk jeszcze w trakcie opadania liści, bo właśnie wtedy bakterie wchodzą przez świeże blizny. To jeden z przypadków, gdzie zasada „najpierw poczekać na gołe gałęzie” bywa przesadnie ostrożna. Ja u śliwy zaczynam, gdy opadła mniej więcej połowa liści, a zabieg powtarzam po kilku tygodniach, jeśli pogoda na to pozwala i etykieta dopuszcza kolejne użycie. U brzoskwini traktuję jesienny oprysk jako początek ochrony przed kędzierzawością, a drugi wykonuję wiosną przed pękaniem pąków.

Nie pryskam miedzią drzew, na których wciąż wiszą owoce przeznaczone do spożycia, bo zabieg zostawia osad na skórce i obowiązuje okres karencji, czyli odstęp między ostatnim opryskiem a zbiorem. W praktyce zbieram wszystko, a dopiero potem biorę się za oprysk. Rozstrzyga etykieta konkretnego preparatu, która podaje okres karencji i dopuszczone gatunki.

Osobną kwestią są młode, świeżo posadzone drzewa i odmiany bardzo wrażliwe na miedź. Przy delikatnej korze lub po silnym cięciu lepiej użyć słabszego stężenia albo pominąć zabieg i poradzić się sprzedawcy lub doradcy ogrodniczego.

Jak wykonać oprysk krok po kroku i jakich błędów unikać

Zanim sięgnę po opryskiwacz, porządkuję drzewo i teren pod nim. Zgrabiam opadłe liście, usuwam zmumifikowane owoce, a z gałęzi wycinam suche i wyraźnie porażone pędy. Jeśli ktoś tnie jesienią drzewa pestkowe, powinien wiedzieć, że świeże rany w wilgotnej, chłodnej porze są wrażliwe na infekcje. Dlatego u śliw i czereśni większe cięcie odkładam na koniec zimy lub wczesną wiosnę. Same oprysk miedzią nie jest zabezpieczeniem dla dużych ran, więc zabezpieczam je odpowiednią pastą ogrodniczą.

Sam zabieg przebiega według kilku kroków, które się u mnie sprawdziły:

  1. Czytam etykietę wybranego preparatu i sprawdzam dawkę, termin stosowania, okres karencji oraz zalecenia dotyczące bezpieczeństwa.
  2. Przygotowuję roztwór w czystym pojemniku z miękką wodą, odmierzając preparat dokładnie według instrukcji, bez dodawania „dla pewności”.
  3. Zakładam rękawice, okulary, odzież z długim rękawem i maseczkę ochronną, bo pył lub mgiełka z miedzi drażni oczy i drogi oddechowe.
  4. Opryskuję drzewo od dołu do góry, starannie pokrywając pień, rozwidlenia, pąki i miejsca po opadłych liściach, aż roztwór delikatnie spłynie z gałęzi.
  5. Po zabiegu dokładnie płuczę opryskiwacz, bo miedź jest żrąca dla metalowych elementów i uszczelek.

Błędy, które popełniłem lub widziałem u sąsiadów, są powtarzalne. Pierwszy to zbyt wczesny termin, o którym pisałem na początku. Drugi to zwiększanie stężenia, bo „mocniej znaczy skuteczniej”, co kończy się poparzeniami kory i zbędnym obciążaniem gleby. Trzeci to mieszanie miedzi z innymi środkami bez sprawdzenia zgodności. Na etykietach zwykle widnieją ostrzeżenia, by nie łączyć jej z niektórymi preparatami, a na pewno nie zalecam mieszania z oleistymi środkami zimowymi czy siarką w tym samym zbiorniku, jeśli instrukcja tego nie dopuszcza.

Jaki preparat wybrać i jak podejść do ograniczeń stosowania miedzi

Na rynku funkcjonuje kilka grup preparatów miedziowych: tlenochlorek miedzi (znany z nazwy Miedzian), wodorotlenek miedzi (jak Funguran) oraz zawiesiny i tradycyjna ciecz bordoska, czyli mieszanina siarczanu miedzi z wapnem. Różnią się formą, stężeniem miedzi, przyczepnością do kory i łatwością przygotowania. Ciecz bordoska jest bardzo przyczepna, ale wymaga starannego przygotowania i barwi korę na niebiesko, a gotowe preparaty zwykle są wygodniejsze w użyciu.

Nie podaję tu dawek ani aktualnej listy środków. Rejestr środków ochrony roślin zmienia się, a zezwolenia na stosowanie konkretnych preparatów w danym gatunku bywają ograniczane lub wycofywane. Przed zakupem warto sprawdzić aktualny wykaz w rejestrze środków ochrony roślin prowadzonym przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a następnie przeczytać etykietę kupowanego opakowania. To ona jest źródłem prawnie wiążącym.

Miedź jest metalem ciężkim i nie ulega rozkładowi w glebie. Z roku na rok może się w niej gromadzić, szkodząc dżdżownicom i mikroorganizmom. Z tego powodu, a także dlatego, że w Unii Europejskiej obowiązują ograniczenia jej stosowania w rolnictwie, w małym ogrodzie nie pryskam „na zapas”. Wykonuję jeden, najwyżej dwa zabiegi jesienne rocznie i tylko u gatunków, którym naprawdę mogą pomóc, a bez wyraźnych objawów chorób unikam kolejnych powtórek.

Moja ocena: kiedy ten oprysk ma sens, a kiedy lepiej go sobie darować

Uważam, że jesienny oprysk miedzią bywa jednym z tańszych i łatwiejszych sposobów ochrony drzew, ale tylko wtedy, gdy trafi się w termin. Największa różnica między udanym a nieudanym zabiegiem nie wynika z wyboru marki preparatu, lecz z tego, czy drzewo zrzuciło liście, czy pogoda była sucha i niemroźna oraz czy przygotowałem roztwór dokładnie według etykiety. To właśnie termin i dawka moim zdaniem są przeceniane i niedoceniane jednocześnie: wszyscy pytają o nazwę środka, a mało kto o to, ile liści zostało na gałęziach.

W typowym przydomowym sadzie z jabłoniami i gruszami poleciłbym jeden oprysk po opadzie większości liści, a przy śliwie, czereśni i brzoskwini dodatkowo drugi wiosną, przed pękaniem pąków. Przy młodych drzewach bez objawów chorób i w ogrodzie, gdzie rośnie zaledwie jedna jabłoń o grubej, zdrowej korze, rozważyłbym darowanie sobie zabiegu, zwłaszcza jeśli gleba była już wielokrotnie pryskana miedzią.

Wyjątkiem jest sytuacja, w której drzewo ma już rany po raku albo w poprzednim roku chorowało. Wtedy wolę zabezpieczyć korę, a jednocześnie wyciąć porażone fragmenty i zadbać o dobre warunki wzrostu. W moim ogrodzie najlepiej działa połączenie trzech rzeczy: sprzątnięcia liści, ostrożnego cięcia i jednego przemyślanego oprysku, a nie samego środka z butelki. Jeśli miałbym zostawić jedną wskazówkę, to taką: nie pryskaj według daty, tylko według drzewa. Dopóki widzisz na nim gęste zielone liście, odłóż opryskiwacz i poczekaj na pierwszy suchy, spokojny dzień po opadzie.

Może ci się spodobać